12 Grudzień 2017 14:48
KONTAKT o22.pl COŚ SIĘ WYDARZYŁO - POINFORMUJ NAS O TYM WYŚLIJ SMS lub MMS NA 693866065 lub NAPISZ


Reklama
blank.gif
blank.gif
Kolumbia: państwo upadłe wstaje z kolan
blank.gifWiadomości ze świataTydzień temu ta fala sięgnęła najbliższego otoczenia prezydenta Uribe. Najpierw poszedł siedzieć jego kuzyn i najbliższy polityczny sojusznik, senator Mario Uribe, który przed aresztowaniem próbował schronić się w ambasadzie Kostaryki, lecz ta odmówiła mu azylu.

Kilka dni później prokuratura wszczęła śledztwo przeciw przewodniczącej parlamentu Nancy Patricii Gutiérrez oraz szefowi proprezydenckiej partii Carlosowi Garcii. W sumie do końca kwietnia prokuratura prowadzi dochodzenie przeciw 68 posłom i senatorom, z których 31 już siedzi.

Liczba zamieszanych w układy z paramilitarną armią przekroczy zapewne 70 posłów i senatorów na ogólną ich liczbę 260. Dochodzeniem objętych jest także kilkadziesiąt innych osób zajmujących wysokie stanowiska w lokalnych organach władzy w 22 spośród 33 departamentów Kolumbii - w tym siedmiu gubernatorów i 23 burmistrzów.

Poprzez posłusznych i opłacanych przez siebie polityków komendanci AUC kontrolowali 12 departamentów. Przejmowali tam nie tylko władzę wykonawczą i prawodawczą, ale także zdobywali dostęp do pieniędzy z przetargów publicznych oraz manipulowali wynikami wyborów parlamentarnych, prezydenckich i lokalnych. W wyborach prezydenckich i parlamentarnych w 2002 i 2006 r. postawili na Alvaro Uribe oraz wspierające go partie i walnie przyczynili się do ich zwycięstwa.

Paramilitarny rak to spuścizna 40-letniej wojny domowej. Najpierw była to wojna lewackich partyzantek przeciw państwu. Państwo nie dawało sobie rady, więc w latach 80. do wojny przystąpiła trzecia siła: spontanicznie organizowane prywatne oddziały zbrojne, które wszędzie tam, gdzie nie sięgało państwo, wynajmowali i opłacali do obrony zagrożonych przez partyzantów majątków właściciele ziemscy, hodowcy bydła oraz plantatorzy kawy i bananów.

Wojna rychło przeobraziła się w rozpasany terror stosowany z niezwyczajnym okrucieństwem przez wszystkie trzy strony. Jego główną ofiarą niezmiennie padali cywile. W masakrach i kontrmasakrach wiosek, o kontrolę nad którymi walczyły strony wojny, zginęło ponad 300 tys. ludzi. 3 mln ludzi wygnano z domów.

Paramilitarni dzięki grabieżom i mordom oraz produkcji kokainy, która stopniowo stała się głównym źródłem ich utrzymania, sami zostali magnatami, zagarnęli ponad 6 mln hektarów ziemi, setki tysięcy sztuk bydła oraz tysiące dużych i małych firm. W trudno dostępnych departamentach kraju przeobrazili się we wszechmocnych panów życia i śmierci mieszkańców.

Po 20 latach wojna doprowadziła do zupełnie nowego rozdziału bogactwa i władzy, przeorała kraj gruntownie i być może nieodwracalnie. Strącone na dno nędzy i wykluczenia zostały miliony wieśniaków, na szczyt potęgi wspięli się zaś dowódcy paramilitarnej armii.

W 1997 r. Carlos Castano i kamraci z innych departamentów zjednoczyli się i przyjęli nazwę AUC. Dwa lata później uznali zaś, że pora sięgnąć po władzę w kraju. Jak się do tego zabrali, pokazuje ujawniony rok temu tajny pakt zawarty w departamencie Cordoba przez miejscowych komendantów z politykami.

Pakt z Ralito, zawarty w 2001 r. przez 19 polityków z armią paramilitarnych, został odkryty na komputerze jednego z komendantów. "Naród Kolumbii, wzywając Bożej opieki oraz mając na celu umocnienie jedności Narodu, a także zapewnienie mu prawa do życia, współżycia społecznego, pracy, sprawiedliwości, równości, wiedzy, wolności i pokoju, powierza nam dziś misję zbudowania na nowo naszej ojczyzny, podpisania nowej umowy społecznej. Przed tą misją nie możemy się uchylić" - napisali autorzy paktu.

Potem na czterech stronach rozwijają wizję nowej Kolumbii, powołując się na konstytucję oraz prawa człowieka, po czym następują podpisy trzech komendantów oraz kilkunastu posłów, senatorów, radnych, burmistrzów i właścicieli ziemskich.

Nie wiadomo, czy takie układy były spisywane gdzie indziej, ale że były systematycznie zawierane, potwierdzają liczne zeznania komendantów oraz skruszonych polityków. Komendanci siedzą od dwóch lat w więzieniu i cedzą przed prokuratorami kolejne rozdziały terrorystycznej telenoweli. Kolejno pojawiają się w niej dotąd szanowani i wybrani w wolnych wyborach burmistrzowie i posłowie, których faktycznie wcześniej namaścili, opłacili i wynieśli do władzy paramilitarni.

Komendanci opowiadają, jak na zwoływane przez nich konferencje tłumnie spieszyli lokalni politycy i kandydaci na polityków, biesiadowali, zawierali pakty i umowy, po czym gratulowali sobie nawzajem świetlanej przyszłości. Politycy potem wygrywali wybory dzięki pieniądzom oraz perswazji komendantów, a następnie posłusznie wykonywali ich rozkazy, fałszowali listy wyborcze, obdzielali wskazanych ludzi rządowymi i samorządowymi kontraktami lub aresztowali kogo trzeba. Upartych i niewygodnych usuwali, zgodnie z podziałem ról, biegli w tym fachu komendanci.

Paramilitarni panowie wojny, jak Salvatore Mancuso, starannie dozują wyznania tak, by na końcu otrzymać obiecane im w zamian za szczere zeznania symboliczne kary ośmiu lat więzienia. Podobnie postępują ich uwięzieni już polityczni słudzy, jak senator Rocio Arias, której zeznania doprowadziły do wszczęcia śledztwa wobec najbliższego kręgu Alvaro Uribe.

Wielu komentatorów uważa, że głównym protektorem paramilitarnych był sam prezydent, który w latach 80. jako gubernator Antiochii współtworzył, legalne wówczas, oddziały samoobrony. Głównym dowodem tej tezy ma być to, że Uribe doszedł do władzy, obiecując stanowczą walkę przeciw lewackim partyzantom, co było głównym żądaniem armii paramilitarnej. Miał mieć przy tym i motyw osobisty, bo 25 lat temu ojca przyszłego prezydenta zabili terroryści z lewackiej FARC, gdy ten odmówił im zapłacenia haraczu.

Prezydent Uribe zaprzecza i broni się, mówiąc, nie bez racji, że proces oczyszczania się Kolumbii z paramilitarnego raka nie byłby w ogóle możliwy, gdyby on sam nie zapoczątkował rokowań, które doprowadziły do demobilizacji armii komendantów. Uribe wie jednak, jak wiele głosów, które wyniosły go do władzy w kolejnych wyborach w 2001 i 2006 r., zawdzięcza paramilitarnym. Widzi, jak wielu jego sojuszników musi się teraz tłumaczyć ze związków z paramilitarnymi. Mimo to broni się, twierdząc, że nie on sobie to poparcie zapewnił.

Na rewelacje Rocio Arias, niegdyś bliskiej mu posłanki, obciążające jego najbliższych współpracowników, odparł, że nie daje wiary zeznaniom przestępcy. - Lubię i szanuję prezydenta, ale to mnie zabolało - odparła w wywiadzie dla tygodnika "Cambio" czekająca na proces Arias. - Prezydent dobrze wie, że mam swoją godność, bo oddałam się w ręce sprawiedliwości i przyjęłam zarzuty (...). Nie byłam przestępczynią, kiedy pomagałam rządowi w procesie pokojowym z paramilitarnymi. To paradoks, że głosy, które były dobre, kiedy dawały mu wybór na prezydenta, teraz są głosami przestępców - mówi Arias.

Mimo że pętla podejrzeń zaciska się wokół prezydenta, nie ma na razie dowodów na jego świadome związki z AUC. Po sześciu latach rządów, skutecznej kampanii przeciw lewackiej partyzantce FARC oraz karkołomnym procesie pokojowym z komendantami Uribe wciąż cieszy się wysokim poparciem Kolumbijczyków.

Proces powstawania politycznego imperium paramilitarnych zbadało i opisało w książce stowarzyszenie Nuevo Arco Iris (Nowa Tęcza). Szef stowarzyszenia Leon Valencia, sam były komendant marksistowskiej armii partyzanckiej ELN, tak widzi dzisiejszy dramat Kolumbii: - Woda podchodzi nam pod szyję, ale prezydent, który może szukać wyjścia, nie chce. Opozycja i niezamieszani w aferę chcą, ale nie mogą. A klucz tkwi w połączeniu sił tych, którzy mogą, z tymi, którzy chcą. Nie sposób jednak myśleć o wyjściu z kryzysu bez udziału prezydenta, którego popiera 80 proc. obywateli - uważa Valencia.

Parapolityczna pożoga wpędziła Kolumbię w najbardziej dramatyczny zakręt dziejowy, na którym bezmiar ludzkiej tragedii oraz przemocy i politycznego cynizmu każe niektórym uznać, że Kolumbia to już państwo upadłe.

Odpowiada im wybitny publicysta Alfredo Rangel: - Żeby lawina skandalicznych faktów nas nie przytłoczyła ani nie odebrała nam zdrowego rozsądku, trzeba spojrzeć na nią z właściwej perspektywy. Procesy sądowe przeciw dziesiątkom posłów za ich związki z paramilitarnymi są przecież skutkiem końca zjawiska paramilitaryzmu oraz dowodem siły instytucjonalnej państwa kolumbijskiego, a nie jego słabości. Bez demobilizacji tysięcy paramilitarnych oraz postawieniu setek z nich przed sądem nie byłoby możliwe odkrycie ich związków z politykami - mówi publicysta.

Źródło: Gazeta Wyborcza
blank.gif
blank.gif blank.gif
Komentarze
blank.gif Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój? blank.gif
Dodaj komentarz
blank.gif Zaloguj się, aby móc dodać komentarz. blank.gif
Oceny
blank.gif
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
blank.gif
Stat4u
blank.gif
statystyka
blank.gif
Nawigacja
blank.gif blank.gif
Najczęściej czytane
blank.gif blank.gif
Ostatnie artykuły
blank.gif
Brak artykułów
blank.gif
Pogoda
blank.gif
blank.gif
Polecamy
blank.gif
Idealna kobieta
Łukęcin
Seo katalog
Czarny humor
katalog stron
wpadki
Usługi elektryczne zachodniopomorskie


blank.gif
Logowanie
blank.gif
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
blank.gif
Partnerzy
blank.gif

blank.gif
Ankieta
blank.gif
Czy Jestes za wprowadzeniem Euro-waluty w Polsce?

TAK

NIE

NIE WIEM

blank.gif
Ostatnio na forum
blank.gif
Najnowsze tematy
Regulamin
Najciekawsze tematy
Regulamin [0]
blank.gif
Przetłumacz stronę
blank.gif

blank.gif
Newsletter
blank.gif
Aby móc otrzymywać e-maile z Wiadomości musisz się zarejestrować.
blank.gif
Warto zobaczyć
blank.gif
filmy erotyczne
Katalog stron
Filmy online
telewizja HDTV
Inspiracje
Mocny czarny humor
blank.gif
RSS
blank.gif
blank.gif
Wygenerowano w sekund: 0.02 6,660,666 Unikalnych wizyt Theme Nautica by Harly