14 Sierpień 2018 10:37
KONTAKT o22.pl COŚ SIĘ WYDARZYŁO - POINFORMUJ NAS O TYM WYŚLIJ SMS lub MMS NA 693866065 lub NAPISZ


Reklama
blank.gif
blank.gif
Polsat rozpocznie sprzedaż dostępu do programów w Internecie
blank.gifMedia Od transmisji meczów Euro 2008 Telewizja Polsat SA rozpocznie sprzedaż dostępu do swoich produkcji telewizyjnych w Internecie.
- W pierwszej kolejności internautom zaoferujemy odpłatny dostęp do meczów Euro 2008, następnie planujemy danie możliwości obejrzenia innych wydarzeń sportowych, takich jak gale bokserskie. Po wakacjach rozszerzymy usługę o m.in. programy rozrywkowe - mówi Marcin Pery, prezes spółki Redefine, która obsługuje Polsat w zakresie działań internetowych. W przypadku Euro 2008 koszt obejrzenia wszystkich meczów w Internecie ma wynosić 35 zł, a pojedynczego spotkania - 6 zł. Rozgrywki będzie można oglądać za pośrednictwem witryny Polsat.com.pl i specjalnego programu do odtwarzania multimediów, nad którym pracuje Polsat. W ramach usługi mają być dostępne nie tylko transmisje meczów, ale także wywiady, reportaże dziennikarzy Polsatu z turnieju i najciekawsze akcje spotkań - wszystko w ramach modelu wideo na żądanie.

W celu wprowadzenia usługi Redefine podpisała listy intencyjne z Netią i ATM SA. Finalizowane są rozmowy z Telekomunikacją Polską. Dzięki umowom z operatorami dostęp do multimediów Polsatu będą mieli ich klienci.

Polsat jest ostatnim dużym nadawcą telewizyjnym, który rozpoczyna odpłatną dystrybucję kontentu drogą internetową. Wcześniej uczyniły to TVP (iTVP.pl) i TVN (Plejada.pl, a przed jej uruchomieniem - Onet.pl).


proszę czekać
Źródło: Miesięcznik Press
blank.gif
blank.gif blank.gif
Strata "New York Times" i zysk Google
blank.gifMedia Wydawca prestiżowego amerykańskiego dziennika "New York Times" zakończył I kwartał dużą stratą. Kurs akcji spółki spadł.

Przychody New York Times Co. spadły o 4,9 proc., do poziomu 747,9 mln dolarów (wobec 754,06 mln dolarów rok wcześniej), a strata netto sięgnęła 335 tys. dolarów (wobec 23,9 mln dolarów zysku w analogicznym okresie zeszłego roku).

Poza flagowym "New York Times" do spółki należy m.in. dziennik "Boston Globe", kilkanaście mniejszych tytułów oraz serwis internetowy About.com. Wpływy z reklam umieszczanych w serwisach internetowych koncernu wzrosły aż o 16 proc., ale nie zrównoważyły spadku przychodów reklamowych tytułów prasowych, które spadły o 10,6 proc. W tej sytuacji New York Times Co. podobnie jak inni wydawcy skupia się na cięciach kosztów. W tym roku w ramach programu dobrowolnych odejść redakcję "New York Times" ma opuścić łącznie 100 osób. - W tym trudnym dla branży medialnej okresie starannie zarządzamy naszą spółką, mając na względzie dłuższą perspektywę - mówi Janet Robinson, prezes wydawnictwa.

Zupełnie inaczej brzmią wypowiedzi szefów Google - największej na świecie spółki internetowej. - Jest jasne, że ten rok rozpoczęliśmy w dobrej sytuacji, i to bez względu na warunki, w jakich się znaleźliśmy - podkreśla Eric Schmidt, prezes Google. Warunki rzeczywiście nie są sprzyjające: kryzys kredytowy spycha amerykańską gospodarkę w recesję. Na dodatek pomiar audytorium internetu wskazywał na to, że liczba kliknięć w reklamy, które są głównym źródłem przychodów internetowego giganta, rośnie dużo wolniej niż rok temu. Okazuje się jednak, że to wystarczy. Tylko w I kwartale jego przychody z tego tytułu wzrosły o 20 proc., do poziomu 5,1 mld dolarów (wobec 3,66 mld dolarów rok wcześniej). Zysk netto sięgnął 1,31 mld dolarów (wobec 1 mld dolarów rok wcześniej). Po raz pierwszy w historii spółki jej przychody z rynków zagranicznych (51 proc.) przekroczyły te osiągane na rynku amerykańskim (49 proc.).

Analitycy są wniebowzięci. - Google to maszynka do robienia pieniędzy - mówi Rob Enderle z Enderle Group. Colin Gillis z Canaccord Adams wtóruje: - Chłopcy się wyrobili.

Źródło: Gazeta Wyborcza
blank.gif
blank.gif blank.gif
Bolesny luty tygodników
blank.gifMedia Większość tygodników społeczno-politycznych zamknęła luty spadkami. Najwięcej stracił "Wprost", "Polityka" zachowała pozycję lidera
- Od jesieni zeszłego roku nie inwestujemy w płyty - tak tłumaczy spadek sprzedaży swego tytułu w lutym Stanisław Janecki, naczelny "Wprost". Sprzedaż tego tygodnika w lutym zmalała o ponad 16 proc. i wyniosła 109,8 tys. egzemplarzy, niebezpiecznie zbliżając się do psychologicznej granicy stu tysięcy egzemplarzy. Kolejną przyczyną tak głębokiego spadku jest - zdaniem szefa redakcji "Wprost" - propaganda konkurencji. - Udało jej się wmanipulować czytelnikom, jakobyśmy byli za PiS. I niechęć polityczna do PiS przekłada się na naszą sprzedaż. Trzeba pamiętać, że lewicowy i centrowo-lewicowy czytelnik jest w Polsce liczniejszy niż prawicowy - mówi Janecki.

W marcu pisaliśmy, że kontrolująca "Wprost" rodzina Królów miała porozumieć się w sprawie sprzedaży mniejszościowego pakietu w wydawnictwie inwestorowi zewnętrznemu. Jednak do tej pory nic takiego się nie stało. Branżowy miesięcznik "Press" poinformował w piątek, że sprzedaż akcji AWR Wprost się przedłuża.

Dwucyfrowy spadek odnotował w lutym również "Newsweek Polska" wydawany przez polską filię niemieckiego koncernu Axel Springer. Jego sprzedaż zmalała o 11,6 proc. do poziomu 121,6 tys. egzemplarzy. Najmniej stracił lider rynku, czyli "Polityka", której sprzedaż spadła o 5,1 proc. do 150,4 tys. egzemplarzy.

Jako jedyny wynik poprawił "Przekrój" wydawany przez Edipresse Polska. Sprzedaż tytułu skoczyła o 23,2 proc. do 82,8 tys. egzemplarzy, co mogło być skutkiem nowej makiety wspartej kampanią reklamową oraz kolekcji "Mocne kino", która wystartowała pod koniec stycznia.

Źródło: Gazeta Wyborcza
blank.gif
blank.gif blank.gif
TVN + N = ?
blank.gifMedia Czy największa telewizja komercyjna w kraju zastanawia się nad zakupem platformy cyfrowej N? Wynika to z raportu banku inwestycyjnego Merrill Lynch.
Zdaniem analityków banku planowany na 6 maja debiut giełdowy Cyfrowego Polsatu oraz rozbudowa grupy kanałów tematycznych Polsatu zwiększają przewagę konkurencyjną grupy telewizyjnej Solorza. Mająca obecnie ponad 2 mln abonentów platforma Solorza istotnie zwiększa zasięg kanałów tematycznych TVN, ale - twierdzą analitycy Merrill Lynch - pewnego dnia może wyłączyć je ze swojej oferty, wprowadzając kanały, nad którymi obecnie pracuje Polsat. Najbliżej startu jest informacyjny Polsat News, któremu koncesję wydała niedawno Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. W "Gazecie Prawnej" Zygmunt Solorz zapowiedział start tego kanału już w czerwcu. Bank zwraca uwagę, że istniejące kanały tematyczne Polsatu są dostępne wyłącznie w Cyfrowym Polsacie i nie ma ich w pakietach konkurencyjnych platform. "W tym otoczeniu rynkowym TVN szuka bliższego związku z platformą N za pośrednictwem zakupu. Naszym zdaniem taki ruch może nieść dla akcjonariuszy mniejszościowych TVN ryzyko rozwodnienia ich udziałów" - piszą analitycy Merrill Lynch.

N - to platforma cyfrowa należąca do Grupy ITI, która jest również właścicielem pakietu kontrolnego w TVN. "Biorąc to pod uwagę, nie jest jasne, dlaczego bezpośrednia inwestycja w N ma poprawić współpracę [między stacją i platformą - red.]" - zastanawiają się Mariya Rubanovskaya i Tom Chadwick z Merrill Lynch. Sytuacji nie ułatwiają też wyniki finansowe N, działającej od 12 października 2006 r. Na koniec zeszłego roku miała ona ponad 300 tys. abonentów. Jej ubiegłoroczne przychody wyniosły 28 mln euro (blisko 96,7 mln zł), a strata operacyjna pomniejszona o amortyzację (EBITDA) - 48,67 mln euro (ponad 168 mln zł).

"Zakup N przez TVN nie jest dobrym rozwiązaniem" - czytamy w nocie Merrill Lynch. Czy TVN rzeczywiście ma takie plany? Z Piotrem Walterem, prezesem TVN, nie udało nam się skontaktować. - Nie wiem, skąd takie informacje w raporcie Merrill Lynch, i trudno mi się do nich odnieść. Warto pamiętać, że TVN od dawna mówi, iż ze strategicznego punktu widzenia to mogłoby być rozwiązanie pasujące do naszego profilu działalności i warte inwestycji - mówi Karol Smoląg, rzecznik TVN.

Źródło: Gazeta Wyborcza
blank.gif
blank.gif blank.gif
Greenspan o kryzysie: Sytuacja jest krytyczna
blank.gifGospodarka Alan Greenspan, były szef rady rezerw federalnych (Fed) stwierdził, iż ma nadzieję, że najgorszy etap kryzysu na rynku kredytowym już minął, a długość recesji w USA będzie zależeć od tego, jak długo będą trwały zawirowania na rynkach finansowych.

Greenspan przemawiał na konferencji prasowej transmitowanej drogą satelitarną z siedziby jednej z firm z Turynu.

"Sytuacja jest wciąż krytyczna i kryzys może przeciągnąć się nawet na następny rok" - powiedział Greenspan.

W ocenie byłego szefa Fed wielką niewiadomą jest, jak długo potrwa recesja.

Dodał on, iż popyt ze strony krajów azjatyckich pomoże zniwelować siłę recesji.

Greenspan ocenił wcześniej, że obecny kryzys jest najgorszym kryzysem kredytowym od 50 lat.

źródło: gazeta.pl
blank.gif
blank.gif blank.gif
Wielka akcja ratunkowa brytyjskiego banku centralnego
blank.gifGospodarka Brytyjski bank centralny Bank of England (BoE) przedstawi w najbliższych dniach plan wymiany części wierzytelności banków komercyjnych z tytułu kredytów hipotecznych na państwowe obligacje wartości 50 mld funtów (100 mld dolarów) - podało w sobotę BBC.

Będą to obligacje nominalnie roczne, ale z możliwością przesunięcia terminu ich spłaty do łącznie trzech lat. Celem tej operacji jest ożywienie kurczącego się prywatnego rynku kredytowego.

BoE liczy, że dzięki zastąpieniu wierzytelności kredytowych obligacjami rynek kredytu międzybankowego nabierze większej płynności, banki będą bardziej skłonne do pożyczania sobie nawzajem, stopy procentowe od kredytu międzybankowego obniżą się, a na odblokowaniu i potanieniu kredytu skorzystają konsumenci.

Obecnie banki nie chcą pożyczać pieniędzy pod zastaw instrumentów finansowych, powiązanych z kredytami hipotecznymi, które uważa się za wierzytelności wysokiego ryzyka. W razie zamiany tych wierzytelności na obligacje nastąpi automatyczna poprawa bilansu księgowego banków, co powinno je zachęcić do zaktywizowania działalności kredytowej.

Według BBC, możliwość prolongaty spłaty obligacji przyniesie korzyści obu stronom. Banki będą miały zapewnione finansowanie własnych kredytów w dłuższym okresie, natomiast rząd uniknie księgowania sprolongowanych obligacji jako długu publicznego, co byłoby nieuniknione w przypadku obligacji dwu- bądź trzyletnich.

By ustabilizować rynek kredytowy, BoE udostępnił wcześniej bankom komercyjnym transze kredytowe po preferencyjnej stopie oprocentowania na łączną sumę 50 mld funtów.

Światowy rynek finansowy, w tym również brytyjski, walczy ze skutkami załamania się sektora bankowości hipotecznej w Stanach Zjednoczonych, co nastąpiło w sierpniu ubiegłego roku.

Aktywność na brytyjskim rynku nieruchomości wyraźnie spadła w ostatnich miesiącach. Banki udzielają mniej kredytów i przyznają je na gorszych warunkach. Mimo, iż od grudnia BoE dwukrotnie obniżył swe stopy procentowe, oprocentowanie kredytów hipotecznych nie zmniejszyło się, a klienci mają do wyboru mniej ofert i muszą ponosić wyższe opłaty. Szkodzi to popytowi na nieruchomości i przekłada się na spadek ich cen.

Według sobotniego "Timesa", 50 mld funtów może okazać się niewystarczające, ponieważ jest to równowartość tylko połowy udzielanych w ciągu roku nowych kredytów hipotecznych i zaledwie jednej szóstej wszystkich niespłaconych kredytów tego rodzaju.
źródło: gazeta.pl
blank.gif
blank.gif blank.gif
Ropa zakończyła tydzień rekordów na wysokości 117 dol.
blank.gifGospodarka W piątek, na zakończenie tygodnia, w którym codziennie padały rekordy wszech czasów, cena ropy w Nowym Jorku osiągnęła niewyobrażalną do niedawna wysokość - 117 dol. za baryłkę.
Tego dnia cena ropy na rynku amerykańskim przebiła kolejno dwa nowe progi - najpierw 116 dol. a pod koniec dnia 117 dol. za baryłkę, potwierdzając, że seria rekordów cen ropy nie ma końca, a tempo ich wzrostu nie maleje, lecz przeciwnie - wydaje się przyspieszać.

O tempie zmian świadczy fakt, że magiczna granica 100 dolarów pokonana została dopiero w tym roku, w pierwszych dniach stycznia, granica 80 dolarów padła w połowie września ub. roku, a w połowie stycznia 2007 roku, a więc 15 miesięcy temu, cena ropy zeszła nawet poniżej 50 dol. za baryłkę.

Na New York Mercantile Exchange wskaźnikowa dla największego na świecie rynku amerykańskiego cena krajowej, lekkiej ropy gatunku West Texas Intermediate zamknęła sesję piątkową na poziomie 116,69 dol. za baryłkę, wyższym o 1,83 dol. niż w czwartek.

Już po zamknięciu sesji, w transakcjach elektronicznych, nowojorska cena kontraktów naftowych na maj doszła do 117 dol. za baryłkę.

Granica 116 dol. pokonana została w Nowym Jorku po raz pierwszy w piątek kilka godzin wcześniej, a granica 115 dol. w środę wieczorem. Wszystkie te wyniki były kolejnymi rekordami wszech czasów.

Rekord wszech czasów padł też w piątek w Londynie, gdzie na giełdzie ICE Futures wskaźnikowa dla rynku europejskiego cena ropy Brent z Morza Północnego osiągnęła w ciągu dnia w przypadku kontraktów na maj najwyższy poziom w historii - 114,22 dol. za baryłkę, by zamknąć się na wysokości 113,92 dol. za baryłkę, wyższej o 1,49 dol. niż w czwartek.

W porównaniu z okresem dokładnie sprzed roku cena nowojorska jest obecnie wyższa o 54 dol., a cena londyńska o 47 dol.

Obecna hossa nie ma właściwie konkretnych przyczyn, jeśli nie liczyć zakłóceń w wydobyciu ropy nigeryjskiej, wywoływanych aktami sabotażu dokonywanymi w instalacjach naftowych wielkich koncernów zachodnich przez miejscową partyzantkę.

W piątek, a także w całym tygodniu, w którym nowojorska cena ropy biła rekordy wszech czasów aż pięciokrotnie, do jej wzrostu przyczyniła się poprawa nastrojów na amerykańskiej giełdzie akcji, w związku z nadziejami inwestorów, że trwający od trzech kwartałów kryzys kredytowy w USA ma się ku końcowi.

W piątek główne wskaźniki na Wall Street wzrosły o 1,8-2,6 proc., a w skali tygodnia o 4,3 - 4,9 proc., co świadczy, że inwestorom nie straszne już widmo recesji w USA. Nadzieje na ożywienie zaś pociągają automatycznie za sobą perspektywę wzrostu popytu na paliwa, na co wrażliwy rynek ropy natychmiast reaguje dalszą zwyżką jej ceny.

U podstaw tej zwyżki leżą też długotrwałe zjawiska makroekonomiczne, w tym zasadnicze przemiany zachodzące obecnie w gospodarce światowej, w związku z kryzysem kredytowym w USA i innych krajach wysoko rozwiniętych oraz niezwykle dynamicznym wzrostem wielkich krajów rozwijających się, jak Chiny.

Kryzys finansowy w USA znajduje wyraz w spadku kursu dolara, co skłania inwestorów do spekulacyjnych zakupów ropy, a także innych surowców, podbijając ich ceny. Stały, wysoki wzrost gospodarczy w Chinach i innych krajach rozwijających się przyczynia się natomiast do wzrostu globalnego popytu na paliwa i podnoszenia ich cen.
źródło: gazeta.pl
blank.gif
blank.gif blank.gif
Zarobki w Polsce: Kraków najgorszy, Warszawa najlepsza
blank.gifGospodarka Dziennik "Polska" publikuje raport o zarobkach Polaków. Porównano w nim płace 19 tysięcy stanowisk. Z badań wynika, że średnia polska pensja brutto wynosi 3 tysiące 400 złotych.
Różnica pomiędzy najwyższą i najniższą płacą to 83 tysiące złotych.

Według raportu, przeprowadzonego w siedmiu polskich miastach, najgorzej zarabiają mieszkańcy Krakowa, Katowic i Łodzi. O najwyższe zarobki nadal najłatwiej jest w Warszawe. Jednak, jak pisze "Polska", są już zawody, w których lepiej zarabia się w Trójmieście czy Wrocławiu.

Już nie trzeba wyjeżdżać za granicę, zeby mieć wyższą pensję. Czasami wystarczy przenieść się do innego miasta, by zarabiać nawet dwa razy więcej.- czytamy w dzienniku "Polska". Analityk bankowy, który w Poznaniu zarobi 2300 zł, w Warszawie może liczyć na wypłatę w wysokości 5730 zł.
źródło: gazeta.pl
blank.gif
blank.gif blank.gif
PLKK: Lotosy wygrywa pierwszy mecz finału
blank.gifSport Koszykarki Lotosu PKO BP w pierwszym meczu o złoty medal pokonały wyraźnie obrończynie mistrzowskiego tytułu z Krakowa. Było to już piąte w sezonie zwycięstwo gdynianek nad zespołem "Białej Gwiazdy"
Wygraną koszykarki z Gdyni zapewniły sobie wprawdzie w ostatniej kwarcie, jednak to one przez zdecydowaną większość czasu gry prowadziły.

Siłą napędową Lotosu PKO BP były Amerykanki Canty i Holdsclaw, które jeszcze w ubiegłym sezonie odbierały złote medale mistrzostw Polski grając w Wiśle. Z kolei ex-gdynianka Ewelina Kobryn nie zdobyła dla Wisły żadnego punktu, mimo że na parkiecie była ponad 12 minut.

Niemal przez całą pierwsza połowę meczu żadna z drużyn nie potrafiła wypracować sobie większej przewagi niż czteropunktowa, dopiero w 18 minucie gdynianki objęły prowadzenie 41:34 po akcji "2+1" Leciejewskiej.

W 25 minucie było tylko 54:52 dla gdynianek a za chwilę po punktach Fernandez, która dość łatwo w tej części gry "urywała się" gdyńskiej obronie, był remis 58:58.

Było to jednak wszystko na co w sobotę w Gdyni było stać zespół Wisły. Chociaż wicemistrzynie Polski minimalnie przegrały trzecią kwartę, to po 30 minutach było 64:60 dla Lotosu PKO BP. Gdynianki w ostatnich 10 minutach nie pozwoliły już sobie odebrać zwycięstwa, agresywnie broniąc i wykorzystując niedokładną grę Wisły, która w całym meczu popełniła aż 17 strat.

Lotos PKO BP - Wisła Can Pack Kraków 89:74 (21:21, 24:19, 19:20, 25:14)

Lotos PKO BP Gdynia: Chamique Holdsclaw 28, Dominique Canty 25, Jekaterina Snicyna 8, Slobodanka Maksimovic 8, Magdalena Leciejewska 8, Anna Breitreiner 7, Alana Beard 5, Natalia Waligórska 0, Patrycja Gulak 0.

Wisła Can-Pack Kraków: Candice Dupree 20, Marta Fernandez 14, Anna DeForge 14, Kara Braxton 13, Jelena Skerovic 8, Agnieszka Pałka 3, Anna Wielebnowska 2, Monika Krawiec 0, Ewelina Kobryn 0, Natalia Trafimawa 0

Stan rywalizacji play off (do czterech zwycięstw) 1-0 dla Lotosu PKO BP
źródło: sport.pl
blank.gif
blank.gif blank.gif
Polacy przejmują kontrolę nad afgańską prowincją Ghazni
blank.gifWiadomości ze świata Aż tysiąc polskich żołnierzy będzie stacjonowało w jednej tylko bazie Ghazni w Afganistanie. Zaczęło się przejmowanie naszej prowincji w tym kraju

- Nie mógłbym zdecydować się na ryzyko objęcia odpowiedzialności za całą prowincję Paktika - wyjaśnił wczoraj w bazie Ghazni minister obrony Bogdan Klich, który przyleciał w piątek do Afganistanu, by oficjalnie obwieścić, że Polacy obejmują tę właśnie prowincję. - Paktika oznaczałaby pilnowanie afgańsko-pakistańskiego pogranicza, przez które przebijają się talibowie, a Ghazni jest prowincją średnio trudną.

Do bazy Ghazni, gdzie wkrótce będą stacjonowały główne polskie siły w Afganistanie, amerykański śmigłowiec Blackhawk leci z głównej amerykańskiej bazy Bagram niecałą godzinę. Ghazni to stolica wschodniej prowincji o tej samej nazwie, tuż obok miasta znajduje się baza wojskowa.

Wielkością jest porównywalna do bazy Szaran w prowincji Paktika, gdzie w tej chwili stacjonują główne siły Polskiej Grupy Bojowej w Afganistanie. Tuż obok bazy przebiega główna arteria komunikacyjna Afganistanu, czyli droga Kabul - Kandahar, widać ją z wież obserwacyjnych bazy.

I to utrzymanie bezpieczeństwa na tej trasie będzie głównym zadaniem polskich żołnierzy. W Ghazni jest teraz ponad 500 żołnierzy - 130 z nich to Polacy (cały kontyngent liczy sobie teraz 1,2 tys. żołnierzy), reszta to Amerykanie.

- Bardzo dobrze się nam teraz współpracuje - chwali sobie amerykańskie sąsiedztwo w Ghazni porucznik Marcin Mrugalski. - To oni polegają na nas, nie my na nich. Zdarzyło się, że byli zaatakowani i to my przyjechaliśmy z pomocą. Amerykanie schowali się za naszymi rosomakami i poklepywali je z wdzięczności za wyciągnięcie spod ognia.

Ale w najbliższych miesiącach amerykańskie wojsko opuści bazę Ghazni. Zostaną tu tylko Polacy.

- Docelowo, czyli jesienią, będzie tu tysiąc naszych żołnierzy - mówi "Gazecie" gen. Jerzy Biziewski, dowódca drugiej zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie, który za miesiąc kończy misję. - W tym celu baza musi zostać zmodernizowana.

Oznacza to jej umocnienie, rozbudowę i przygotowanie lądowisk dla helikopterów. W tej chwili na terenie bazy znajdują się tylko dwa lądowiska dla śmigłowców. - A będzie ich osiem - zapowiada gen. Biziewski.

Oprócz tego rozbudowane zostaną umocnienia. Baza Ghazni dostanie dodatkowe wieże strażnicze, podwyższone zostaną druciane ogrodzenia, staną wypełnione żwirem kosze. Już w tej chwili specjalnie dla Polaków powstają nowe drewniane domki. - Są o wiele lepsze niż kontenery, które są w bazie Szaran - mówi młodszy chorąży Marcin Urbańczyk, który w bazie Ghazni spędził już pół roku. - Nie nagrzewają się, dlatego przy wysokich temperaturach łatwiej tu wytrzymać.

Za kilka dni do Afganistanu przybędą pierwsi żołnierze trzeciej zmiany. To oni będą przeprowadzali nasze wojska z prowincji Paktika do Ghazni. Ale nie tylko do tej jednej bazy.

Polscy żołnierze będą stacjonowali w Ghazni, gdzie będzie się mieściło także dowództwo przeniesione z Bagram, ale także w dwóch mniejszych bazach: w Warrior na południu prowincji i Corner w połowie drogi między bazą Ghazni a Szaran.

W obu stacjonować będzie w przyszłości po około stu Polaków. Dziś w Warrior jest ich kilkunastu, a w Corner są sami Amerykanie. Oprócz tego Polacy obsadzą dwa niewielkie posterunki po kilkudziesięciu żołnierzy. Jeden z nich o kryptonimie Giro nawet jeszcze nie istnieje.

Polscy żołnierze zastanawiają się, co w ich służbie zmieni przeniesienie do prowincji Ghazni. Regularnie, niemal codziennie atakowane są tu patrole, na razie przede wszystkim amerykańskie, choć niecałe dwa tygodnie temu jeden polski żołnierz zginął, a dwóch zostało rannych (w Ghazni żołnierze do dziś noszą ku czci zabitego czarne wstążki na mundurach).

Polacy zadają sobie pytanie, czy po przejęciu całkowitej odpowiedzialności za prowincję ataki skupią się na Polakach, czy też po wyjściu Amerykanów prowincja się uspokoi. Bo, jak usłyszeliśmy od polskich żołnierzy, dla cywilów wrogiem są zarówno talibowie, którzy ich rabują, jak i Amerykanie.

- To średnio trudna pod względem bezpieczeństwa prowincja, ale jesteśmy na wojnie - tak odpowiedział wczoraj na podobnie pytania minister Klich.

Źródło: Gazeta Wyborcza
blank.gif
blank.gif blank.gif
Czesi wykluczają przyjęcie amerykańskich antyrakiet
blank.gifWiadomości ze świata Czeski rząd na swoim terytorium akceptuje jedynie radar tarczy antyrakietowej USA - mówią przedstawiciele władz w Pradze.
W czwartek napisaliśmy, że polsko-amerykańskie negocjacje w sprawie tarczy wyhamowały i z tego powodu Waszyngton sonduje Czechów, czy oprócz radaru nie przyjęliby też bazy z antyrakietami. Czeski minister spraw zagranicznych Karel Schwarzenberg, cytowany przez dziennik "Pravo", zdementował jednak informację o tym, że oba elementy tarczy mogłyby się znaleźć w Czechach. Odpowiadający za sprawy europejskie wicepremier Alexandr Vondra dodał, że czeski rząd nie prowadzi żadnych negocjacji w sprawie rakiet. - Rozmawiamy wyłącznie o radarze, ponieważ wiemy, że tylko tę instalację zaakceptuje społeczeństwo - podkreślił Vondra.

Ale nawet los tego fragmentu tarczy nie jest w Czechach pewny. Część koalicji - Zieloni - nie chce poprzeć bazy dla radaru. Rządzący ODS prowadzi więc nieustanne negocjacje z koalicjantami i na razie wstrzymuje głosowanie nad tarczą w parlamencie. Praga chciałaby zawrzeć z USA umowę w sprawie tarczy 5 maja, gdy w Czechach będzie przebywać amerykańska sekretarz stanu Condoleezza Rice.



Źródło: Gazeta Wyborcza
blank.gif
blank.gif blank.gif
Stat4u
blank.gif
statystyka
blank.gif
Nawigacja
blank.gif blank.gif
Najczęściej czytane
blank.gif blank.gif
Ostatnie artykuły
blank.gif
Brak artykułów
blank.gif
Pogoda
blank.gif
blank.gif
Polecamy
blank.gif
Idealna kobieta
Łukęcin
Seo katalog
Czarny humor
katalog stron
wpadki
Usługi elektryczne zachodniopomorskie


blank.gif
Logowanie
blank.gif
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
blank.gif
Partnerzy
blank.gif

blank.gif
Ankieta
blank.gif
Czy Jestes za wprowadzeniem Euro-waluty w Polsce?

TAK

NIE

NIE WIEM

blank.gif
Ostatnio na forum
blank.gif
Najnowsze tematy
Regulamin
Najciekawsze tematy
Regulamin [0]
blank.gif
Przetłumacz stronę
blank.gif

blank.gif
Newsletter
blank.gif
Aby móc otrzymywać e-maile z Wiadomości musisz się zarejestrować.
blank.gif
Warto zobaczyć
blank.gif
filmy erotyczne
Katalog stron
Filmy online
telewizja HDTV
Inspiracje
Mocny czarny humor
blank.gif
RSS
blank.gif
blank.gif
Wygenerowano w sekund: 0.36 6,820,055 Unikalnych wizyt Theme Nautica by Harly