12 Grudzień 2017 17:19
KONTAKT o22.pl COŚ SIĘ WYDARZYŁO - POINFORMUJ NAS O TYM WYŚLIJ SMS lub MMS NA 693866065 lub NAPISZ


Reklama
blank.gif
blank.gif
Piekło pustyni „Rajd Dakar” ... na Węgrzech!!!
blank.gifMotoryzacjaGdy przed rozpoczęciem rajdu Dakar ogłoszono, iż z powodu zagrożenia terrorystycznego impreza będzie odwołana, wydawało się iż jest to już koniec pustynnego maratonu Dakar. Jednak francuscy organizatorzy z Amaury Sport Organisation postanowili kontynuować w tym roku rajd w nowej formie. Impreza nazwana "Dakar Series" w najbliższym tygodniu będzie odbywać się na Węgrzech i w Rumunii. Licząca 2600 km trasa rajdu składa się z siedmiu etapów o łącznej długości odcinków specjalnych 1100 km.
blank.gif
blank.gif blank.gif
PSL dostanie korzystną ordynację
blank.gifWiadomości z PolskiW imię jedności koalicji Platforma zrezygnowała przy wyborach do Europarlamentu ze zmian w ordynacji.



Premier Donald Tusk i wicepremier Waldemar Pawlak osiągnęli w tej sprawie kompromis.

Rzeczpospolita pisze, że głosowanie zaplanowane na czerwiec 2009 roku będzie pierwszym poważnym sprawdzianem poparcia po wyborach. Polska ma do zdobycia 51 mandatów.

Dziennik wyjaśnia, że PO chciała zmienić ordynację do Parlamentu Europejskiego i zamiast obecnych 13 okręgów wyborczych ustanowić jeden- Polacy głosowaliby na jedną listę.
Politolodzy oceniają, że dla PSL wprowadzenie listy krajowej nie byłoby korzystne. PSL w przeciwieństwie do PO i PiS nie ma bowiem tak znanych polityków, którzy byliby lokomotywami wyborczymi w skali kraju. - Rzeczpospolita przypomina, że PSL chciało podzielić Polskę na pięć okręgów liczących po 5 - 8 milionów wyborców. Jednak upadła ona po negocjacjach z koalicjantem.

PO przyjęło w końcu argumenty PSL, że trzeba dać obywatelom możliwość wyboru człowieka związanego z regionem. Zdecydował także argument, że wprowadzenie jednej listy krajowej obniżyłoby i tak niską frekwencję wyborczą- pisze - Rzeczpospolita
blank.gif
blank.gif blank.gif
Papież w USA: msza na stadionie baseballowym
blank.gifWiadomości ze świataBenedykt XVI rozpoczął o godzinie 16.00 czasu polskiego mszę świętą koncelebrowaną dla 48 tysięcy wiernych zgromadzonych na waszyngtońskim stadionie baseballowym Nationals Park.


Wierni, którzy przybywali na stadion już od bardzo wczesnych godzin rannych, aby przejść bardzo skrupulatne kontrole, zgotowali papieżowi gorące powitanie, gdy okrążał stadion stojąc w papamobile.

U wejścia na ten otwarty w marcu najnowocześniejszy stadion w USA oczekiwali Benedykta XVI arcybiskup Waszyngtonu Donald William Wuerl, burmistrz stolicy USA Adrian M. Fenty i właściciel stadionu Theodore Lerner.
Jak poinformowały źródła kościelne, setki tysięcy osób zwracały się do nich z prośbą o wejściówki na mszę, ale dla wielu ich nie starczyło.

Amerykańskie stacje telewizyjne pokazały tłumy witające papieża przed stadionem. Mimo, iż wielu z nich miało kart wstępu, czekali do ostatniej chwili przed stadionem, aby śpiewem powitać Benedykta XVI. Grały orkiestry, słychać było liczne chóry, przez które przebijały się klasyczne "spirituals" Afroamerykanów.

Papież odprawi jeszcze jedną mszę na wolnym powietrzu w niedzielę, w ostatnim dniu swej pielgrzymki do USA, na słynnym stadionie Yankee w Nowym Jorku.
blank.gif
blank.gif blank.gif
Rozmowy za friko bez abonamentu
blank.gifSieć Od startu Skype'a, który wypromował pojęcie telefonii internetowej, w branży telekomunikacyjnej wrze jak w ulu - nowych graczy i pomysłów jest bez liku. Głównie na Zachodzie. Ale i Polacy mogą mieć swoje pięć minut - gdańska spółka szykuje się do wejścia za granicę

Pomysł gdańskiej spółki Datera jest prosty: wymyślony przez nią system FreecoNet ma poprowadzić rozmowę po łączu internetowym tak, by klient zapłacił jak najmniej. Lub nie zapłacił wcale. Wystarczy dostęp do internetu, nie trzeba rezygnować ze zwykłego telefonu.
2 złote i gadasz do woli

- Do korzystania z FreecoNetu namówił mnie znajomy, który z kolei znał szefów całego przedsięwzięcia - mówi "Gazecie" Tomasz Kulisiewicz, niezależny analityk telekomunikacyjny. Był jednym z pierwszych użytkowników testujących nową usługę.

- Dzwonię przeważnie do znajomych, którzy też korzystają z FreecoNetu. Zdarza mi się też zadzwonić na Węgry czy do Chorwacji. Gdy pracuję ze znajomymi nad jakimś projektem, potrafimy przegadać całe noce, a jednak 50 zł wpłacone na konto we FreecoNecie w listopadzie wciąż jeszcze nie jest wygadane - mówi ekspert.

Jak to działa? Jeśli zarejestrujesz swój numer we FreecoNecie i to samo zrobi twój kuzyn np. ze Szczecina, rozmawiacie ze sobą za darmo, kiedy i ile dusza zapragnie (o ile oczywiście telefon jest połączony z internetem). To samo tyczy się wszystkich numerów w bazie FreecoNetu.

Na pierwszy rzut oka niczym nie różni się to od oferty innych operatorów telefonii internetowej jak choćby Skype'a, Actio czy IPfona - bo wszędzie rozmowy pomiędzy użytkownikami danej sieci są bezpłatne. Podobnie działają operatorzy tradycyjni: np. w planie Telekomunikacji Polskiej "darmowe weekendy" nie płacisz za rozmowy w sieci TP SA.

Ale po pierwsze, FreecoNet nie jest operatorem. Po drugie, idzie o krok dalej - dla FreecoNetu nie ma znaczenia, kto jest operatorem - może to być równie dobrze TP SA, jak i Netia, Era czy internetowy EasyCall. I za darmo możesz rozmawiać zarówno z kuzynem, który abonament płaci TP SA, jak i z bratem, którzy numer wykupił u EasyCall. By to samo osiągnąć bez FreecoNetu, trzeba by mieć konto u obu operatorów.

Dzwonić można albo używając komputera i słuchawek z mikrofonem, albo przez zwykły telefon - wystarczy podłączyć go do specjalnego urządzenia, tzw. bramki VoIP, która umożliwia rozmowy przez internet.

Opłaty za korzystanie z usługi są, ale niewielkie - pierwsze trzy miesiące są gratis. Potem, co miesiąc, za korzystanie z FreecoNetu płaci się 2 zł.

W idealnym świecie, w którym wszystkie możliwe numery byłyby zarejestrowane w bazie firmy Datera, za równowartość puszki Pepsi można by porozmawiać za darmo dosłownie z każdym.

Operatorzy walczą na arenie

Tyle że nawet Krzysztof Malicki, prezes Datery, nie wierzy w taki scenariusz. Jego zdaniem i tak zawsze znajdą się osoby, które do FreecoNetu nie wejdą. Choćby dlatego, że nie wiedzą, że mogą.

- Zdecydowana większość społeczeństwa nawet nie słyszała o tym, że poza tradycyjną telefonią istnieje coś takiego jak VoIP - mówi Malicki. - A nas nie stać dziś na kampanię taką, jak miał np. Play - przyznaje. Datera we FreecoNet zainwestowała ok. 2 mln zł i dopiero negocjuje z jednym z funduszy inwestycyjnych ewentualny zastrzyk kapitału.

W efekcie dziś prawdopodobieństwo, że dzwoniąc przez FreecoNet trafimy na numer, na który możemy zadzwonić za darmo, jest bliskie zeru. Choć usługa ruszyła jesienią zeszłego roku, ma nieco ponad 5 tys. użytkowników. W porównaniu z około 10 mln klientów stacjonarnych w TP SA to kropla w morzu.

Oczywiście, do osób, które nie są zarejestrowane w Freeconecie, też można się dodzwonić - przez swojego operatora (taką opcję trzeba ustawić we FreecoNecie). Ale w tym wariancie klient musi opłacać i abonament, i płaci też za rozmowy.

Dlatego Datera wymyśliła TelArenę - giełdę, na której operatorzy rywalizują o każde połączenie. Zasada jest prosta - wygrywa ten, który zaoferuje najniższą stawkę w danym kierunku. Np. jeśli zadzwonisz na komórkę, a najtańsze połączenia oferuje EuroTelekom (33 grosze bez prezentacji numeru), zapłacisz po jego stawkach. A jeśli wykręcisz numer krajowy, a najtaniej ma akurat Crowley - zapłacisz właśnie jemu. Użytkownik nie musi podpisywać umów z operatorami - rozlicza się tylko z FreecoNetem. Nie płaci dodatkowo za korzystanie z TelAreny, a system za każdym razem automatycznie wyszukuje najtańsze połączenie. I może też zrezygnować z abonamentu.

TelArena ma się stać siłą napędową FreecoNetu - jak mówi Malicki, gdy tylko ruszyła giełda operatorów, użytkowników szybko zaczęło przybywać. Na początku operatorów było trzech, teraz jest ich już pięciu: Netia, Deutsche Telekom, EuroTelekom, GTS Energis i Crowley. Oczywiście trudno oczekiwać, by przy takiej liczbie użytkowników był to dla nich duży ruch. Ale z obecności na TelArenie są zadowoleni.

- Dziś traktujemy to jako ciekawą inicjatywę, która z pewnością będzie zyskiwać z każdym rokiem więcej użytkowników - mówi nam Tomasz Zabrocki, prezes EuroTelekomu. - Jestem przekonany, że za dwa-trzy lata, takie usługi jak Freeconet będą zjawiskiem masowym - dodaje.

Klientom konkurencja wśród operatorów może wyjść tylko na dobre: Crowley już zapowiada nowe stawki i walkę o połączenia z telefonami komórkowymi, zaś Netia ostrzy sobie zęby na rozmowy międzynarodowe. - Stawki do najpopularniejszych państw, takich jak Wielka Brytania, Irlandia, Stany Zjednoczone czy Niemcy, będą wynosić 8-9 groszy za minutę - mówi Agnieszka Kacprzycka z Netii. A jak dowiedziała się "Gazeta", wkrótce do TelAreny dołączy Exatel - w tej chwili operator przeprowadza testy.

VoIP nie dla wszystkich

Malicki liczy na to, że dzięki TelArenie do końca roku platforma będzie miała 15 tys. użytkowników. I FreecoNet przestanie przynosić straty. Co więcej, szef Datery ma też apetyt na zagraniczne rynki - jeszcze w tym roku FreecoNet ma wystartować w Rosji. - Uruchamiamy spółką joint-venture z lokalnym partnerem, który będzie zachęcał rosyjskich operatorów do wejścia na TelArenę - mówi Malicki. Liczy, że do końca 2008 r. FreecoNet zdobędzie w Rosji ok. 10-15 tys. użytkowników. Spółka pracuje też nad uruchomieniem usługi m.in. w Słowacji i na Węgrzech. W Wlk. Brytanii, Niemczech, Francji czy Hiszpanii spółka dopiero szuka partnerów do rozmowy. Myśli też o rynku amerykańskim - już w październiku zeszłego roku Datera prowadziła rozmowy z potencjalnymi partnerami. - Ale trafiliśmy na zły okres - mówi Malicki. Wówczas sąd uznał, że Vonage (operator VoIP, ma blisko 2,5 mln klientów) narusza rozwiązania opatentowane przez tradycyjnego operatora Verizon i nakazał zapłatę 58 mln dol. odszkodowania. To nieco schłodziło entuzjazm rynku do technologii VoIP. - Prawnik, który pomaga nam w kontaktach, już ostrzegł, że AT&T pozwałoby nas za logo - mówi szef Datery (obie firmy mają w logo kulkę). A AT&T to gigant, którego stać na wieloletnie procesy, FreecoNet od razu miałby poważne kłopoty.

Malicki liczy, że w ciągu trzech-pięciu lat ich usługa zdobędzie 100-300 tys. abonentów. Choć zastrzega, że rynek telekomunikacyjny tak dynamicznie się zmienia, że "dwa lata to niemal era".

Co na to eksperci? - Tego typu usługi to przyszłość rynku telekomunikacyjnego. Rozwiązania VoIP będą promowane nie tylko przez niszowych graczy, ale i przez dużych operatorów - mówi Tomasz Kulisiewicz. Jego zdaniem za kilka lat każde połączenie będzie realizowane przez taką giełdę, choć użytkownik raczej nie będzie o tym wiedział. Optymalnego wyboru dokona za niego firma, z którą podpisze umowę.

- Usługa będzie coraz bardziej popularna, ale prognozy, że stanie się usługą powszechną za trzy lata są zbyt optymistyczne - uważa jednak dr Jerzy Kubasik, analityk rynku telekomunikacyjnego z Politechniki Poznańskiej. Zwraca on uwagę na to, że większość z nas woli kupić telefon u operatora, czy to stacjonarnego, czy komórkowego - i dzwonić, nie myśląc o niczym innym. A VoIP wymaga przede wszystkim wiedzy i pewnych dodatkowych czynności - jak logowanie i aktywacja usługi czy podłączenie telefonu z internetem.

Poza tym operatorzy nie zasypiają gruszek w popiele. - Już teraz proponują ryczałtowe abonamenty, w których za stałą miesięczna kwotę rozmawiamy, ile dusza zapragnie. Rynek będzie szedł w tym kierunku, co sprawi, że rozwiązania typu VoIP nie dla każdego będą opłacalne - mówi Kubasik.

Źródło: Gazeta Wyborcza
blank.gif
blank.gif blank.gif
PZPN: Ciężko pracujemy, a nie świętujemy!
blank.gifSport Polski Związek Piłki Nożnej nie zamierza świętować rocznicy przyznania Polsce i Ukrainie organizacji finałów mistrzostw Europy w 2012 roku. "Zamierzamy ciężko pracować" - powiedział prezes związku Michał Listkiewicz.


W piątek minie rok, jak w Cardiff prezydent UEFA Michel Platini ogłosił, iż Euro-2012 zorganizują wspólnie Polska i Ukraina. W rywalizacji o ten turniej odpadły kandydatury Włoch oraz Chorwacji i Węgier.

- Nie będziemy świętować, ale ciężko pracować. Za kilka godzin wraz z przewodniczącym zespołu ds. Euro 2012 Adamem Olkowiczem udajemy się do Nyonu, gdzie jutro odbędzie się posiedzenie Komitetu Sterującego UEFA, którego obaj jesteśmy członkami - powiedział Listkiewicz - będzie tam także w charakterze gościa prezes spółki PL.2012 Marcin Herra.

Piątkowe posiedzenie Komitetu Sterującego będzie trzecim spotkaniem tego organu w sprawie przygotowań Polski i Ukrainy do Euro-2012. - Mamy już kolejny raport UEFA, oceniający stan naszych prac, ale nie możemy go jeszcze przedstawić opinii publicznej. Być może po jutrzejszym posiedzeniu będziemy mogli to zrobić - wyjaśnił prezes PZPN.

- Pracy jest dużo - podkreślił Listkiewicz - praktycznie co tydzień w Polsce jest delegacja ekspertów z UEFA, oceniających różne aspekty. Tak więc właściwie codziennie mamy co robić. W najbliższych miesiącach najważniejszy będzie przyjazd do naszego kraju Michela Platiniego i lipcowy raport, zamykający ostatnie pół roku przygotowań.

Na piątkowe posiedzenie polska delegacja przygotowała audiowizualną prezentację, przypominającą wydarzenia sprzed roku w stolicy Walii oraz podsumowującą wszystko to, co działo się przez rok w ramach przygotowań do Euro-2012. Przypomniane zostaną wszystkie wizyty delegatów UEFA, przedstawiony zostanie stan prac nad stadionami oraz infrastrukturą.

W prezentacji nie pominięta została także informacja o raporcie UEFA z 31 stycznia tego roku, w którym krytycznie ocenione zostały działania Polski i Ukrainy. - To był ten dzwonek, sygnał, który mówił nam - obudźcie się, zacznijcie działać. Od tamtej pory wszystko przyśpieszyło - przypomniał Olkowicz.

- Wszystkie fakty są znane - wyjaśniał przewodniczący zespołu PZPN ds. Euro 2012 - miniony rok można podzielić na trzy fazy. Najpierw powstało kilka komitetów, które próbowały zajmować się różnymi sprawami, potem była niesprzyjająca pogoda polityczna, aż wreszcie sytuacja się ustabilizowała. Obecnie wszystko realizowane zgodnie z umowami i nie ma żadnego realnego zagrożenia, że coś się nie uda.

Olkowicz podkreślił także, iż przewidywana na wrzesień zmiana władz w PZPN nie będzie miała wpływu na przygotowania do Euro- 2012. - Związkowy zespół do spraw Euro jest stabilny, od pięciu lat mu przewodniczę i nie sądzę, aby zmiana władz w PZPN miała jakikolwiek wpływ na jego działanie - zadeklarował.

Źródło: sport.pl
blank.gif
blank.gif blank.gif
Górale inwestują w geotermalne baseny
blank.gifWiadomości z Polski Chcą przyciągnąć turystów, którzy z powodu cieplic wyjeżdżają na Słowację. Kilka dni temu otwarto kompleks termalny w Szaflarach. Następne górale szykują w Bukowinie, Białce Tatrzańskiej i Witowie.


Termy Podhalańskie w Szaflarach - 150 m od zakopianki - to cztery nieduże baseny (najgłębszy do 1,2 m). W 100 proc. wykorzystują gorące źródła do ogrzewania budynków i kąpieli. Właścicielem jest spółka Kurort założona przez przedsiębiorcę Józefa Pawlikowskiego-Bulcyka.

- Temperatura wody na wypływie z odwiertu w Bańskiej Niżnej sięga 86 stopni Celsjusza. Trzeba ją schładzać o ponad połowę, zanim trafi do niecki w Szaflarach - mówi Wojciech Ignacok, prezes Geotermii Podhalańskiej, który dostarcza gorącą wodę także do zakopiańskiego aquaparku i basenu na Polanie Szymoszkowej.

Szaflarski projekt to liliput przy inwestycji w Bukowinie Tatrzańskiej. Na dawnym stadionie powstają od roku Bukowiańskie Termy, czyli jeden z największych kompleksów geotermalnych w Europie. Przyjęcie pierwszych gości planowane jest przed Bożym Narodzeniem. - Same góry już nie wystarczą turystom. Ileż można chodzić w tłumie do Morskiego Oka? - tłumaczy decyzję o inwestycji Edward Kuchta z zarządu spółki budującej termy w Bukowinie. Firmę założyło kilkudziesięciu mieszkańców. Z kredytem bankowym wykładają na budowę ok. 60 mln zł. Cały obiekt zajmie ok. 4 ha. Jednocześnie przyjmie do 2,5 tys. osób. Powierzchnia 12 basenów (krytych i otwartych) to 2,6 tys. m kw.

Nie mniej okazale zapowiada się inwestycja w sąsiedniej Białce Tatrzańskiej. Tam również skrzyknęła się część mieszkańców. W realizację projektu chcą włączyć zewnętrznych inwestorów i fundusze europejskie. Przedsięwzięcie pilotuje Paweł Dziubasik, właściciel ośrodka narciarskiego. - Czekamy na pozwolenie budowlane. Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, to obiekt będzie gotowy w 2010 roku - zapewnia Dziubasik.

Miasteczko wodne na granicy gmin Kościelisko i Czarny Dunajec chce stworzyć spółka Cieplice Witowskie. Wstępna koncepcja zakłada budowę 1,7 tys. m kw. basenów z temperaturą wody 36-39 stopni Celsjusza.

Źródło: Gazeta Wyborcza
blank.gif
blank.gif blank.gif
Urbański: misja specjalna - szantaż!
blank.gifWiadomości z PolskiPrezes TVP Andrzej Urbański oświadczył we wtorek podczas konferencji z udziałem uznanych europejskich ekspertów od mediów: "Kiedy przejdzie nowelizacja odbierająca mediom publicznym abonament , ja tego samego dnia zacznę przerywać programy reklamami"

Ponieważ zakazuje tego ustawa o rtv, Urbański zapowiedział, że będzie świadomie łamał prawo.

Urbański mówiąc te słowa sprawiał wrażenie, jakby był dumny, że wpadł ma pomysł tak przemyślnego szantażu: rząd mu zabierze abonament, to on zarobi na nielegalnych reklamach aż miliard złotych!

Takie słowa Urbańskiego kompromitują. Jako były wiceprezydent Warszawy, były szef Kancelarii Prezydenta i prezes spółki skarbu państwa nie powinien szantażować rządu zapowiedzią łamania prawa. A jeżeli uważa, że może, powinien podać się do dymisji.

Urbański twierdzi, że w ten sposób walczy o "być lub nie być" mediów publicznych, bo brak abonamentu doprowadzi do ich upadku. Urbański nie chce pamiętać, że rząd Tuska wprawdzie chce abonament zlikwidować, ale media publiczne będą w zamian dostawały pieniądze z budżetu. Urbański celowo to pomija, bo wizja upadku mediów, nie jest już tak pociągająca (lub widowiskowa, dramatyczna, tragiczna?).

Misyjność TVP powinna przede wszystkim polegać na obiektywnym, wszechstronnym i rzetelnym prezentowaniu sytuacji w Polsce: politycznej, społecznej, kulturalnej. Tymczasem TVP właśnie pod rządami Urbańskiego stała się tubą propagandową PiS-owskiej ekipy. To właśnie z abonamentu Urbański finansował "Wiadomości" czy "Misję specjalną", które najbardziej zaangażowały się w prorządową propagandę. Wytknęła to nawet OBWE w swoim raporcie.

I dlatego to właśnie Urbański nie ma dziś prawa twierdzić, że bez abonamentu telewizja publiczna nie będzie mogła wypełnić swojej misji. Bo Urbański wypełniał tylko "misję specjalną".

Źródło: Gazeta Wyborcza
blank.gif
blank.gif blank.gif
Stat4u
blank.gif
statystyka
blank.gif
Nawigacja
blank.gif blank.gif
Najczęściej czytane
blank.gif blank.gif
Ostatnie artykuły
blank.gif
Brak artykułów
blank.gif
Pogoda
blank.gif
blank.gif
Polecamy
blank.gif
Idealna kobieta
Łukęcin
Seo katalog
Czarny humor
katalog stron
wpadki
Usługi elektryczne zachodniopomorskie


blank.gif
Logowanie
blank.gif
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
blank.gif
Partnerzy
blank.gif

blank.gif
Ankieta
blank.gif
Czy Jestes za wprowadzeniem Euro-waluty w Polsce?

TAK

NIE

NIE WIEM

blank.gif
Ostatnio na forum
blank.gif
Najnowsze tematy
Regulamin
Najciekawsze tematy
Regulamin [0]
blank.gif
Przetłumacz stronę
blank.gif

blank.gif
Newsletter
blank.gif
Aby móc otrzymywać e-maile z Wiadomości musisz się zarejestrować.
blank.gif
Warto zobaczyć
blank.gif
filmy erotyczne
Katalog stron
Filmy online
telewizja HDTV
Inspiracje
Mocny czarny humor
blank.gif
RSS
blank.gif
blank.gif
Wygenerowano w sekund: 0.03 6,660,789 Unikalnych wizyt Theme Nautica by Harly